E-SŁOWO

List do Chrześcijan - Nr 329 lipiec-sierpień 2019
WSPANIAŁEGO I RADOSNEGO ODPOCZYWANIA

MÓJ WOLONTARIAT W KENI

Jak to się zaczęło?

Sama myśl wyjazdu do Afryki pojawiła się w mojej głowie podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Gdy wychodziliśmy z sektora po pierwszej mszy z papieżem, natknęłam się na misjonarza, który powiedział: do zobaczenia w Kenii. Wtedy jeszcze nie rozumiałam co miał na myśli, dziś widzę w tym początek ogromnego planu Bożego. Kolejne kroki, które doprowadziły mnie do wyjazdu były równie niezrozumiałe i bardzo zaskakujące. Pan Bóg stawiał na mojej drodze wielu ludzi, którzy nawet nieświadomie pobudzali we mnie myśl wyjazdu. W końcu w raz z moją koleżanką podjęłyśmy decyzję. Po wielu trudnych sytuacjach, dzięki pomocy ks. Sławka znaleźliśmy ośrodek, który szukał wolontariuszy. Przygotowania ruszyły pełną parą: zbiórki pieniędzy, szczepienia, bilety i.... poleciałyśmy! Na czym polegała moja praca? Moją pracę można podzielić na dwa typy: codzienna praca w ośrodku oraz wyjazdy w teren. Zdecydowaną większość mojego pobytu w Kenii spędziłam w ośrodku „Furaha”. Jest to miejsce dziennego pobytu dzieci z porażeniem mózgowym i autyzmem. Ośrodek znajdował się w mieście i większość dzieci była zadbana. Plan każdego dnia wyglądał tak samo: Rano nauka dzieci zdolnych do przyjmowania informacji, śpiewanie, ok.12.30 pora obiadu czyli karmienie a po nim obiad dla opiekunów, czas odpoczynku z dziećmi, zabawy i cały dzień oczy dookoła głowy. Plan taki sam, a każdy dzień był zupełnie inny. Dodatkową trudnością był fakt, że większość dzieci posługiwała się tylko językiem suahili. Bywały trudne dni. Czasami pomagałam w terapii co kończyło się pogryzieniem przez rehabilitowane dziecko. Pewnego dnia przyprowadzono najmłodsze i najbiedniejsze dziecko, które było bardzo brudne i głodne. Opiekunki co jakiś czas myły chłopczyka i codziennie przebierały w inne ubranka. Gdy była pora obiadu dziecko na sam widok miski ryżu zaczęło strasznie płakać i płakało przez cały czas gdy go karmiłam co było dla mnie bardzo przejmujące. Każdego dnia poznawałam nową historię jednego dziecka. Do każdego należało podchodzić bardzo indywidualnie. Część dzieci ma wspaniałych rodziców ale niestety są też dzieci, które są bardzo zaniedbane. Na Sali przebywały różne dzieci – tylko leżące, na wózkach zdolne do rozwoju, chodzące ale nie mówiące. W ośrodku staraliśmy się aby niczego im nie zabrakło. Zabawialiśmy, przytulaliśmy i oddawaliśmy swoją uwagę, której bardzo potrzebowały. Dzieci bardzo się przywiązały. Pan Bóg obdarzył mnie darem ogromnej cierpliwości. Przed wyjazdem dziecko, które wyrywa mi włosy, wiesza się na mnie, ciągnie, krzyczy lub głośno płacze bardzo szybko potrafiło wyprowadzić mnie z równowagi. W Afryce bardzo się to zmieniło. Dzieci potrafiły być bardzo agresywne i niebezpieczne dla innych. W takiej chwili moim zadaniem było pilnować aby zdenerwowane dziecko nie zrobiło nikomu krzywdy i nie uciekło. Cudownie było oglądać najmniejszy postęp każdego dziecka. Pierwsze kroki dziecka, które nie było w stanie stać, pierwsze słowa a ostatniego dnia bardzo trudna dziewczynka sama, grzecznie zaczęła jeść obiad łyżką. „Furaha” organizuje również wyjazdy w teren. Najbardziej zapadły mi w pamięć wyjazdy do Isiolo do Ośrodka prowadzonego przez trzy siostry na sawannie daleko za miastem. Jest to ośrodek, w którym przebywają dzieci niepełnosprawne, z autyzmem i porażeniem mózgowym przez cały tydzień. Niestety mają tam zapewnioną opiekę ale bez terapii, więc ich stan się pogarsza. Większość dzieci chodzi tam w brudnych mundurkach, oblegane przez muchy. Furaha zdecydowała się pomóc siostrom i raz w tygodniu Marek z terapeutami odwiedzają ośrodek aby przeprowadzić terapię dzieciom. Gdy tylko omijaliśmy bramę wjazdową, dzieci zaczynały podbiegać, ciszyć się z obecności gości. Moim zadaniem tam było pracować z dziećmi zdolnymi do wykonywania zadań. Bardzo wzruszające było patrzeć na dzieci dla których tak na prawdę nie ma przyszłości, ale które pomimo wszystko chcą i starają się rozwijać. Po zajęciach chodziłam do altanki, która była dla nich klasą i śpiewałam z nimi piosenki lub grałam w piłkę. Czasami dzieci potrzebowały aby pomóc wstać, stawiać pierwsze kroki, pójść do toalety, pograć w piłkę, wyczyścić twarz a zawsze potrzebowały uwagi i zwykłego ale jednocześnie niezwykłego przytulenia. W drodze powrotnej Marek rozdawał chleb dzieciom, które bawiły się w pobliżu drogi. Dzieci podbiegały do samochodu i z wielką radością odbierały chleb. Jeden obraz wciąż wywołuje we mnie łzy. Podbiegło do samochodu trzech chłopców w różnym wieku. Dwójka z ogromną radością i młodzieńczym zapałem wzięli chleb i pobiegli dalej. Trzeci (najstarszy z chłopców) przyjął spokojnie chleb i patrząc na niego zaczął bardzo płakać. Nie potrafił się wysłowić, delikatnie się uśmiechnął i cicho wypowiedział Asante (dziękuję). Gdy odjeżdżaliśmy on wciąż stał, trzymając mocno chleb i machając nam. Kolejny wyjazd w teren był do domu dziecka. Każde dziecko przedstawiło się nam i powiedziało kim chce zostać w przyszłości. Opiekunka domu dziecka podsumowała ich wypowiedzi tak: „Będziemy mieć lekarzy, policjantów, nauczycieli jeżeli sami o to zadbamy i pomożemy tym dzieciom”. Uważam, że Te słowa powinny być przed każdym domem dziecka i każdy powinien sobie je wziąć głęboko do serca. Wszystkie dzieci łączy to, że dają to co mają dokładnie tak jak uboga kobieta, o której słyszymy w Ewangelii wg. Św. Marka (Mk 12, 38-44). Cały trud, oddany czas, cierpliwość dzieci odpłacają swoim uśmiechem. Uśmiech tych dzieci, który płynie z wdzięcznego serca jest najwyższą zapłatą za moje poświęcenie dla nich. Ten ”zwykły” uśmiech poruszy każde serce, rozświetli każdy mrok. Ten ”zwykły” uśmiech nigdy nie będzie zwykły. Możliwość patrzenia na ich rozwój goi każdą ranę, która była wyrządzona świadomie lub nieświadomie. Cóż więcej mogę napisać? To co działo się w Afryce wciąż we mnie pracuje i nie potrafię ubrać wszystkiego w słowa. Pragnę z całego serca ogromnie podziękować za Wasze wspomożenie. Dziękuję za każdy grosz, każde dobre słowa i za modlitwę która wspomagała mnie każdego dnia. Dziękuję z całego serca naszemu proboszczowi, który bardzo pomógł w organizacji wyjazdu. Dziękuję mojej rodzinie i przyjaciołom za wsparcie i cierpliwość. Dziękuję za ogromne zainteresowanie moimi działaniami w Afryce. Dziękuję wszystkim, którzy dołączyli do akcji „Podaj Rękę” i wpierają terapię zajęciową jednego dziecka, która jest bardzo potrzebna. Zapraszam do zainteresowania się działaniami fundacji Help Furaha.

ASANTE SANA! Ola Dulek

REKOLEKCJE RODZIN I MŁODZIEŻY

Wakacje połączone z rekolekcjami.... był to dla nas wspaniały czas. Codziennie mieliśmy okazję przeżywać Mszę Świętą czytać Pismo Święte i rozważać je wspólnie z przyjaciółmi. Pomimo trudności jakie napotkaliśmy zostaliśmy w gronie przyjaciół i nie poróżniło to nas. Dobrze się bawiliśmy przez cały ten czas. Cieszy nas również fakt, że nasz najstarszy syn służył z wielką chęcią do Mszy Świętej i nie mógł się doczekać kolejnej.Wielkim poświęceniem wykazali się również nasi przyjaciele oraz prawdziwą życzliwością - jak tylko mogli najlepiej, pomagali nam w opiece czwórki naszych pociech. Tak zwane wieczorki dzielenia odbywały się w bardzo humorystycznym towarzystwie pod przewodnictwem kapłana księdza Rafała. Był to czas który bardzo nas ubogacił i owocuje w naszym codziennym życiu. W czasie wakacyjnego odpoczynku mieliśmy okazję doświadczyć jedności, wspólnoty innych osób oraz poczuć bliskość rodziny. Wspólne podróże po górach nauczyły nas wzajemnej pomocy ale i dzielenia się pomocą i radością. Czas spędzony z Bożymi ludźmi pokazał, że dzięki innym ludziom możemy się rozwijać i być bliżej Boga. Najważniejszym aspektem tego wyjazdu były wspólne rozmowy o Bogu i Msze Święte. Naszą rodzinę ubogaciło to, że w drodze do Boga nie jesteśmy sami a nasze dzieci mogą wzrastać w wierze wraz z innymi dziećmi. Chwała Panu. Te Rekolekcje to dla nas czas spędzony z Panem Bogiem: codzienna Eucharystia, odwiedzanie Sanktuariów Maryjnych. Mogliśmy cieszyć się cudownymi widokami naszych pięknych gór. Dzieci bardzo cieszyły się swoim towarzystwem miło było widzieć je zadowolone i uśmiechnięte a zwłaszcza po wizycie na basenach termalnych. Dziękujemy Panu Bogu za ten wspólnie spędzony czas i dzielenie się Słowem Bożym.

***

Kolejny wyjazd do Francji to czas radości. To wspaniałe wakacje z Panem Bogiem. Przecież Pan Bóg dając nam czas wypoczynku nie jest intruzem, ale chce sobą ubogacić każdą spędzaną chwilą. I tak było tym razem we Francji w Drusenheim. Codzienna modlitwa, Eucharystia i spotkania w grupach ubogaciły nasz wypoczynek nad jeziorem, w Alpach, w czasie serdecznych przyjacielskich spotkań. Niezapomnianym przezyciem była podróż i 3 dni spędzone w sanktuarium Matki Bożej Płaczącej w La Salette. Tegoroczna pogoda sprzyjała wypoczynkowi. Było bardzo słonecznie i wręcz upalnie. Dziękujemy Panu Bogu za ten wspaniały czas. Dziękujemy Przyjaciołom z Francji, dziękujemy Ks. Sławkowi, wszystkim opiekunom i animatorom. Niech we wszystkim będzie uwielbiony Pan Bóg, który jest źródłem wszelkiego piękna, radości i szczęścia.

 

Copyright by Parafia Rozłazino